Rezerwacje online
Klient sam wybiera termin, dostaje potwierdzenie i przypomnienie. Dwie osoby nie wpiszą nikogo na tę samą godzinę.
Koniec telefonów o wolne godziny
Zamówienia · rezerwacje
Telefon dzwoni cały dzień o wolne terminy. Zamówienia spływają mailem i komunikatorem, a terminy w zeszycie czasem się dublują. Robię miejsce, w którym klient sam wybiera termin albo składa zamówienie. Ty widzisz wszystko na jednej liście, także na telefonie.
W skrócie
Wycena na piśmie przed startem. Płatność etapami.
Jeśli któreś z tych zdań pasuje do Twojej firmy, mamy o czym rozmawiać.
Jedna ścieżka klienta na raz: wybiera, płaci, Ty widzisz. Każdą z tych rzeczy można uruchomić osobno.
Klient sam wybiera termin, dostaje potwierdzenie i przypomnienie. Dwie osoby nie wpiszą nikogo na tę samą godzinę.
Koniec telefonów o wolne godziny
Zamówienie i pieniądze przychodzą razem, a Ty widzisz je na jednej liście zamiast w trzech skrzynkach.
Mniej nieodebranych i niezapłaconych
Historia zamówień, faktury i status w jednym miejscu. Klient sprawdza sam, zamiast pytać.
Mniej pytań „co z moim zamówieniem?”
Lista zleceń na telefonie, zdjęcia z miejsca i podpis klienta, bez dzwonienia do biura.
Biuro widzi, co się dzieje, bez telefonów
Formularz, który zbiera to, co trzeba do wyceny, i przypomina o odpowiedzi.
Odpowiadasz w godzinę, nie po trzech dniach
Kiedy aplikacja wygrywa ze stroną
Jeśli żaden z tych punktów nie pasuje, zwykle wystarczy strona z formularzem. Powiem to na rozmowie, zamiast budować większą rzecz.
Jak to przebiega
Najpierw oglądasz klikalny szkic i mówisz, co zmienić. Dopiero potem powstaje właściwa aplikacja.
Jak dziś przychodzi klient
Rozmawiamy o tym, skąd trafiają do Ciebie zamówienia i terminy. Sprawdzamy, gdzie po drodze giną.
Najprostsza wersja
Spisujemy jedną ścieżkę: klient wybiera, płaci, Ty widzisz. Cena i termin na piśmie.
Budowa etapami
Co etap działający kawałek. Uruchamiamy najpierw u kilku klientów i poprawiamy.
Start i opieka
Włączamy dla wszystkich, pracownik dostaje kartkę instrukcji, ja zostaję pod tym samym numerem.
Zanim odłożysz to na później
Granica bywa cienka. Jeśli klient ma tylko przeczytać i zadzwonić, wystarczy strona. Aplikacja zaczyna się tam, gdzie ktoś zamawia, rezerwuje termin albo sprawdza status swojej sprawy. Ty chcesz to mieć na jednej liście.
Zaczynam od Twojego dnia pracy, nie od listy funkcji. Po rozpisaniu zwykle wychodzi, że pierwsza wersja jest mniejsza, niż się wydawało. Da się ją oddać w kilka tygodni.
Co słyszę najczęściej
„Mamy już system, tylko nie robi tego, co trzeba.”
Sprawdzam, czy brakujący kawałek da się dołożyć obok istniejącego programu. Wymiana całości jest ostatecznością, nie punktem wyjścia.
„Nie chcę uzależnić się od jednej osoby.”
Kod i dostępy są Twoje od pierwszego dnia. Przekazuję je z opisem, jak to działa, więc może to prowadzić dalej ktokolwiek inny.
„A jeśli klienci tego nie będą używać?”
Pierwsza wersja obsługuje jedną, najczęstszą sprawę i idzie do małej grupy klientów. Rozbudowujemy ją dopiero wtedy, gdy widać, że z niej korzystają.
30 minut, bezpłatnie
Co zostaje u Ciebie
Klienci rezerwują i zamawiają bez telefonu
Wszystkie zamówienia na jednej liście
Płatność z góry, jeśli chcesz
Działa na telefonie u Ciebie i u klienta
To, o co pytają najczęściej
Jeśli dziś dzwonią, będą też klikać, pod warunkiem, że to prostsze niż telefon. Dlatego zaczynamy od jednej, najprostszej ścieżki.
od 18 000 zł netto, zwykle 25–50 tys. zł, płatne etapami. Prostsze rezerwacje bywają tańsze. Kwotę podaję po spisaniu zakresu.
Pomysł bez szczegółów to najczęstsza sytuacja. Na rozmowie nazywamy zakres i wybieramy najmniejszą wersję, która da najwięcej.
Tak, w całości, razem z dostępami. Możesz rozwijać to dalej z kimkolwiek.
30 minut, bezpłatnie. Wskażę najprostszą wersję, która ma sens.